Nie planowałem kupować nowego roweru. Wszystko zmieniło się pewnego sobotniego poranka, kiedy umówiłem się ze znajomymi na wycieczkę liczącą nieco ponad sześćdziesiąt kilometrów. Już po pierwszej godzinie zacząłem zostawać z tyłu. Nie brakowało mi chęci ani kondycji, ale długie podjazdy odbierały siły szybciej, niż się spodziewałem. Kiedy reszta grupy spokojnie rozmawiała na postoju, ja próbowałem złapać oddech. W drodze powrotnej pomyślałem, że musi istnieć sposób, aby nadal czerpać przyjemność z jazdy, tylko bez ciągłej walki z własnym zmęczeniem.
Przez kolejne dni czytałem testy, rozmawiałem z osobami, które od dawna jeżdżą na e-bike’ach, i porównywałem różne rowery elektryczne z allegro.
Szukając odpowiedniego modelu, trafiłem między innymi na rowery elektryczne – eBike w wielu różnych konfiguracjach. Jedne były stworzone głównie do jazdy po mieście, inne lepiej sprawdzały się podczas wielogodzinnych wycieczek, a jeszcze inne próbowały łączyć obie te funkcje.
Najpierw sposób jazdy, dopiero później parametry
Na początku chciałem znaleźć rower elektryczny z jak największym zasięgiem. Później doszedłem do wniosku, że to tylko jeden z wielu elementów. Jeżeli większość tras prowadzi po mieście, większe znaczenie ma wygodna pozycja za kierownicą, łatwe wsiadanie oraz możliwość przewiezienia zakupów czy plecaka. Zupełnie innych cech oczekuje się od roweru, który ma regularnie pokonywać kilkudziesięciokilometrowe trasy poza miastem.
Podczas porównywania modeli sporo czasu spędziłem również na przeglądaniu rowerów elektrycznych dostępnych na Allegro i sprawdzaniu, czym się różnią.
Dopiero wtedy zauważyłem, że ten sam silnik o mocy 250 W nie oznacza identycznych wrażeń z jazdy. Znaczenie ma sposób działania wspomagania, rozmieszczenie ciężaru, rodzaj hamulców, pojemność akumulatora czy geometria ramy. To te elementy decydują później o tym, czy po kilkudziesięciu kilometrach nadal jedzie się wygodnie.
Właściwa konstrukcja a komfort użytkowania
Kiedy zacząłem dokładniej analizować poszczególne modele, przekonałem się, że nie istnieje jeden rower elektryczny, który będzie najlepszy dla każdego. Wszystko zależy od planowanego sposobu użytkowania.
Dobrym przykładem modelu do codziennych dojazdów jest rower elektryczny miejski 250W 15AH 100KM CHEEVALRY 26″ E-BIKE Męski/Damski. Zwrócił moją uwagę przede wszystkim wygodną konstrukcją z obniżoną ramą oraz akumulatorem o pojemności 15 Ah, który według producenta pozwala pokonać nawet około 100 kilometrów przy korzystaniu ze wspomagania.
Jeżeli jednak planowałbym częściej wyjeżdżać poza miasto, bliżej przyjrzałbym się rowerowi elektrycznemu trekkingowemu HUSQVARNA Tourer T2 BOSCH 45 cm 27,5” S 75 Nm. Centralny silnik Bosch zapewnia płynne wspomaganie, wysoki moment obrotowy ułatwia pokonywanie podjazdów, a bogatsze wyposażenie sprawia, że długie wyprawy stają się znacznie bardziej komfortowe.
Dlaczego pojemność akumulatora nie mówi wszystkiego?
Na początku najbardziej skupiałem się na liczbie kilometrów podawanej w specyfikacji. Po pewnym czasie zorientowałem się, że deklarowany zasięg to jedynie punkt odniesienia. W codziennym użytkowaniu wpływ na niego ma znacznie więcej czynników. Wystarczy mocniejszy wiatr, kilka dłuższych podjazdów, wyższa masa rowerzysty albo jazda z najwyższym poziomem wspomagania, aby wynik był zauważalnie niższy.
Dlatego podczas porównywania modeli bardziej zwracałem uwagę na pojemność akumulatora, sposób działania napędu i to, jak producent opisuje warunki, w których wykonano pomiary. Takie informacje pozwalają realniej ocenić, czego można spodziewać się podczas codziennej jazdy.
Dobrym przykładem jest model opisany jako rower miejski elektryczny FIIDO C11 PRO Emerald Blue AUTORYZOWANY Sklep. Nie zainteresował mnie wyłącznie zasięg przekraczający sto kilometrów w trybie ECO. Bardziej przekonał mnie czujnik momentu obrotowego, który dostosowuje siłę wspomagania do nacisku na pedały. Dzięki temu rower reaguje naturalniej i nie sprawia wrażenia, jakby silnik działał z opóźnieniem lub zbyt gwałtownie.
Producent zastosował również hydrauliczne hamulce tarczowe, amortyzowany widelec oraz wyjmowany akumulator.
Miejski czy trekkingowy? Wszystko zależy od sposobu użytkowania
Rozmawiając ze znajomymi, zauważyłem, że wiele osób kupuje rower z myślą o sporadycznych wycieczkach, a później przez większość czasu korzysta z niego podczas codziennych dojazdów. W takiej sytuacji bardziej liczy się wygoda niż sportowy charakter.
Jeżeli rower ma służyć głównie do jazdy po mieście, dobrym wyborem mogą okazać się rowery miejskie elektryczne Męskie/Damskie TTGO YY-26ST 250W 14.5AH 75KM PL. Ten model oferuje wygodną, obniżoną ramę, amortyzowany widelec, sześciobiegowy napęd Shimano oraz praktyczny kosz, który przydaje się podczas zakupów czy przewożenia plecaka. Akumulator o pojemności 14,5 Ah pozwala pokonać nawet kilkadziesiąt kilometrów bez konieczności częstego ładowania, dlatego taki rower dobrze odnajduje się w codziennym użytkowaniu.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy planujemy dłuższe wyprawy. Wtedy większego znaczenia nabiera geometria ramy, wygodniejsze siodło, możliwość zamontowania sakw czy stabilność prowadzenia przy wyższych prędkościach. Po kilkudziesięciu kilometrach różnice pomiędzy poszczególnymi konstrukcjami stają się wyraźnie odczuwalne.
Sporo zainteresowania wzbudził u mnie również rower miejski elektryczny 48V/15AH BIGFLY C29 29″2.1″ Shimano 21-biegowa. Duże, 29-calowe koła lepiej radzą sobie z nierównościami, hydrauliczne hamulce zwiększają bezpieczeństwo, a napęd Shimano z 21 przełożeniami daje większą swobodę podczas jazdy po zróżnicowanym terenie. Producent wyposażył ten model także w pojemny akumulator oraz amortyzowany widelec, dzięki czemu rower sprawdzi się nie tylko na asfaltowych ścieżkach, ale również podczas dłuższych tras prowadzących przez szutry czy leśne drogi.
Co sprawdziłbym przed zakupem jeszcze raz?
Po kilku tygodniach porównywania modeli zauważyłem, że łatwo skupić się na parametrach, które dobrze wyglądają w tabeli. W rzeczywistości większe znaczenie mają rozwiązania wpływające na komfort podczas codziennego użytkowania. To one decydują o tym, czy po kilku miesiącach nadal z przyjemnością wsiadamy na rower.
Na pierwszym miejscu postawiłbym rodzaj napędu. Silniki umieszczone centralnie zwykle zapewniają bardziej naturalne wspomaganie i lepsze wyważenie roweru, natomiast jednostki montowane w piaście koła często pozwalają obniżyć cenę zakupu. Oba rozwiązania mają swoje zalety, dlatego wybór powinien wynikać przede wszystkim z planowanego sposobu jazdy.
Przyjrzałbym się również akumulatorowi. Sama pojemność nie mówi wszystkiego. Liczy się także możliwość jego wyjęcia, czas ładowania oraz dostępność serwisu i części zamiennych. Jeżeli rower będzie używany niemal codziennie, takie szczegóły szybko zaczynają mieć znaczenie.
Bez wątpienia nie pominąłbym hamulców. W tańszych modelach często spotyka się mechaniczne hamulce tarczowe, które dobrze sprawdzają się podczas spokojnej jazdy po mieście. Jeżeli jednak planowane są dłuższe trasy albo bardziej wymagające zjazdy, hydrauliczne odpowiedniki zapewniają większą siłę hamowania i lepszą kontrolę nad rowerem.
Dopiero na końcu zwróciłbym uwagę na wyposażenie dodatkowe. Oświetlenie, błotniki, bagażnik, regulowany mostek kierownicy czy wygodne siodło wydają się drobiazgami, ale właśnie z nich korzysta się podczas każdej przejażdżki. Ich późniejszy zakup często oznacza dodatkowe wydatki, dlatego lepiej uwzględnić je już na etapie wyboru konkretnego modelu.
Mój sposób wyboru okazał się prostszy, niż przypuszczałem
Patrząc z perspektywy czasu, wiem, że na początku niepotrzebnie próbowałem znaleźć rower z najdłuższym zasięgiem i najbardziej imponującą specyfikacją. Dopiero później zrozumiałem, że rozsądniej jest odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań. Jak daleko najczęściej jeżdżę? Czy poruszam się głównie po mieście, czy regularnie wybieram się na dłuższe wycieczki? Czy zależy mi bardziej na wygodnej pozycji, czy na sportowym charakterze jazdy?
Po kilku miesiącach użytkowania mogę powiedzieć jedno – największą zmianą nie okazała się większa prędkość ani rekordowy zasięg. Najbardziej doceniłem to, że przestałem zastanawiać się, czy dana trasa będzie zbyt wymagająca. Po prostu wsiadam na rower i jadę tam, gdzie mam ochotę.
Artykuł sponsorowany